Gnomy, krasnoludki, soliludki w wielickiej kopalni soli

Podczas zwiedzania wielickiej kopalni soli turysta spotyka na swej drodze solne gnomy i krasnoludki. Nie jest specjalnie zaskoczony - wszak uważa się powszechnie, że skrzaty chętnie zamieszkują podziemia. Niewielu jednak zadaje sobie pytania: skąd, kiedy i dlaczego znalazły się w kopalni soli? Spróbuję odpowiedzieć na te pytania.
W literaturze przedmiotu dotyczącej solnych rzeźb w wielickiej kopalni soli, górniczych wierzeń i legend - krasnoludki są niemal całkowicie pomijane milczeniem. Badacze zajmujący sie twórczością rzeźbiarską górników-amatorów nie poświęcają krasnoludkom zbyt wiele uwagi, zaledwie wzmiankując ich istnienie. Co więcej, wobec krasnoludków w kopalni zauważalne są opinie nieprzychylne, a nawet wrogie. Powszechnie przyjmuje się, że wszelkiego rodzaju gnomy i duszki podziemne są w zasadzie obcym elementem w kulturze duchowej na ziemiach polskich. Ich obecność w kopalni znajduje wyjaśnienie w napływie cudzoziemców do ośrodka wielicko-bocheńskiego, notowanym wielokrotnie od początków rozwoju produkcji soli, aż po XIX w. Stąd krasnale pod solną postacią zadomowiły się w wielickiej kopalni. Współcześnie kopalniane krasnoludki, zawsze z sympatią odbierane przez najmłodszych, zostały zatrudnione przy tworzeniu nowego „produktu turystycznego”. Niestety tradycja, historia, dawne legendy nie mają specjalnej wartości dla specjalistów od marketingu, którzy narzucają własne kreacje.

GNOMY

Krasnoludki po raz pierwszy pojawiły się w wielickiej kopalni bardzo wcześnie - już pod koniec XIX w. Prawdopodobnie około 1896 r., górnik Józef Markowski, znany przede wszystkim jako autor znacznej części rzeźbiarskiego wystroju kaplicy św. Kingi, wyrzeźbił w soli szybikowej gnomy kopalniane. Józef Markowski zatrudniony był w wielickiej kopalni soli od 1888 r. początkowo jako robotnik, a następnie wozak (pracownik transportu). Od 1895 wykonywał zawód żeleźnika (górnika wykwalifikowanego), ale w rzeczywistości zajmował się przez ten czas pracami rzeźbiarskimi, tworząc od podstaw kaplicę św. Kingi. 
Pierwszymi pracami, jakie wykonał w dzieciństwie były drewniane figurki świętych, a następnie, robione już na zamówienie różne rzeźby (np. „pasyjki”) oraz ozdobne ramy do obrazów. Pracując w kopalni podjął próby rzeźbienia w soli kamiennej. Początkowo zlecano mu drobne prace o charakterze konserwatorskim, wykonywanie ozdobnych tablic kutych w ociosach solnych oraz figur gnomów kopalnianych. Do swoich prac przygotowywał się starannie. Przed przystąpieniem do rzeźbienia najpierw wykonywał dokładne rysunki na papierze lub drewniane modele, a następnie rysunek węglem na ścianie solnej. W zbiorach Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka zachowały się dwa szkice gnomów. Jeden z nich przedstawia gnoma kopiącego piłkę, którego można porównać z zachowaną figurą z soli. Na drugim - widoczny jest półnagi gnom klęczący na jedno kolano i unoszący do góry prawdopodobnie kryształ soli. Niestety projekt ten nie został zrealizowany lub rzeźba nie zachowała się do naszych czasów.

Trzy gnomy wykonane prze Józefa Markowskiego turysta zwiedzający wielicką kopalnię soli może zobaczyć w komorze Pieskowa Skała. Postaci gnomów kopalnianych zasadniczo nie odbiegają od powszechnych wyobrażeń na temat wyglądu krasnoludków. Ich figurki są przysadziste, nieproporcjonalne, z wielkimi, brodatymi głowami i dużymi brzuchami. Ubrane są w kaftany, spodnie i buty. Na głowach mają stożkowate czapki. Wysokość rzeźb jest różna, ze względu na różnorodne pozy, w których się znajdują: jeden stoi, drugi przyklęka, trzeci leży. Stojący gnom zamierza nawet kopnąć piłkę! Według tradycji przekazywanej w rodzinie Markowskich gnomy kopalniane miały grać w piłkę. Pomysł ten jest dość zaskakujący, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie krasnoludków z baśni braci Grimm czy opowiadania Marii Konopnickiej.

Idea gnomów grających w piłkę w podziemnych wyrobiskach nie jest czytelna. Solne figury ustawione są w pewnym oddaleniu od siebie. Ich funkcja i rozmaite pozy prowokują do snucia domysłów. Z czasem przewodnicy oprowadzający po wielickiej kopalni zaczęli tworzyć nowe wielickie legendy związane z kopalnianymi gnomami. Mianowicie, aby w ciągu roku wyjść za mąż (lub ożenić się) należy krasnala pocałować w nos. W wersji dla znudzonych małżeństwem: całowanie krasnala (za przeproszeniem) w zadek zapewni szybki rozwód. W zamyśle żartobliwe opowieści dla jednych mogą być humorystycznym przerywnikiem tematyki górniczo-historycznej, dla innych - niekoniecznie.

Kolejnym górnikiem-rzeźbiarzem, który tworzył solne figurki gnomów był Antoni Wyrodek (1901-92). W 1917 r. został on zatrudniony w wielickiej warzelni, a w 1918 r. jako robotnik do pracy pod ziemią. W kopalni wykonywał różne roboty, od najprostszych – zwykłego ładowacza – do wymagających kwalifikacji żeleźnika przodowego. W latach 1927-30 pracował jako rzeźbiarz-samouk kontynuując rzeźbiarskie prace w kaplicy św. Kingi zapoczątkowane przez braci Markowskich. W solnych ścianach kaplicy św. Kingi wykonał znane płaskorzeźby: Ucieczka do Egiptu, W drodze do Betlejem, Dwunastoletni Jezus w świątyni, Cud w Kanie Galilejskiej. Pracując na wystrojem  słynnego podziemnego kościoła, jednocześnie wykonywał inne prace: kilka rzeźb przedstawiających górników i gnomy z soli przeznaczonych na wystawę krajową w Poznaniu w 1929 r. Niestety prace te są nieznane. 

Utalentowany górnik-rzeźbiarz Antoni Wyrodek został skierowany do Państwowej Szkoły Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Krakowie (włączonej później do Akademii Sztuk Pięknych).W latach 1935-39, już jako wykształcony artysta, wykonał dwie duże rzeźby górników i gnoma naturalnej wielkości z soli dla Dyrekcji Polskiego Monopolu Solnego w Warszawie.  Gnom ten w czasie okupacji znalazł się w Krakowie, potem powrócił do Wieliczki. Ostatecznie trafił do zbiorów Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka.  Opisywany gnom dawniej stał w komorze Budryka, później stanowił jeden z przykładów rzeźb solnych na wystawie „Z wiary i tradycji górniczej” w komorze Russegger VIII. Obecnie nie jest eksponowany . Jego wygląd w znacznym stopniu różni się od rzeźb o tej tematyce wykonanych wcześniej przez Józefa Markowskiego. Antoni Wyrodek przedstawił gnoma w stroju górnika: ubrany jest on w bluzę górniczą, spodnie podtrzymywane przez pas z klamrą, na głowie ma założoną furażerkę z emblematem górniczym (skrzyżowane młotki górnicze). W prawej, wzniesionej ręce trzyma lampę bezpieczeństwa Davy’ego. Przez lewą rękę ma przewieszoną tkaninę, dłoń trzyma w kieszeni. Stoi w lekkim wykroku. Rzeźba gnoma jest nieco niższa (105 cm) i w proporcjach smuklejsza od swoich poprzedników wykonanych przez J. Markowskiego.

KRASNOLUDKI

Kolejne solne rzeźby przedstawiające krasnoludki zostały wykonane w latach 1962-64 przez Stefana Kozika (1917-2007), który w 1960 r. został zatrudniony w wielickiej kopalni w charakterze rzeźbiarza. Być może już wcześniej zetknął się z postaciami krasnoludków. Kozik przed II wojną światową pracował w wytwórni galanterii artystycznej i wyrobów zabawkarskich „Zolman” w Krakowie. Miał tam możliwość wykazania swych zdolności w rzeźbiarstwie, malowaniu i modelowaniu w materiałach miękkich i twardych. Po wojnie zajmował się m.in. handlem, aż postanowił powrócić do tematyki zabawkarskiej - trudnił się wykonywaniem zabawek z gliny i gipsu, sztucznych kwiatów i figurek jako samodzielny rzemieślnik. 

Krasnoludki „zaludniające” część podszybia Kunegunda, zwanym także „grotą krasnoludków”, wykonane zostały zapewne z myślą o najmłodszych turystach, którzy mogą być nieco znużeni poważną tematyką górniczą i sakralną przekazywaną przez przewodników podczas zwiedzania kopalni. W tym miejscu spotykają się z postaciami, które mogą być im bliskie i znane z wielu bajek. Oczywiście oficjalnie kompozycja z krasnoludkami nawiązuje do bogactwa i różnorodności wierzeń górniczych Wieliczki. Ponadto solne postaci naśladują różne prace górnicze wykonywane pod ziemią. Jest wśród nich m.in. kruszak, nosicz, wozak i cieśla.Dzieci mogą w tym miejscu posłuchać piosenki i obejrzeć specjalnie dla nich przygotowany bajkowy mini-spektakl stworzony przy pomocy komputerowo sterowanego światła i dźwięku.
Krasnoludki wykonujące roboty prace górnicze wyglądają jak żywe. „Bo też podobno są to istoty żywe, prawdziwe skrzaty: na dzień, na okres zwiedzania, zastygają w bezruchu, żeby nie płoszyć dzieci. Tak mają przykazane. Natomiast po służbie robią co im się podoba.” W innym wydawnictwie dotyczącym wielickiej kopalni soli odnajdujemy nawiązanie do znanej już „legendy” wielickiej: „Ta szczególna kompozycja (...) nawiązuje do wierzeń, legend i podań górniczych. Wykute w soli krasnale naśladują pracę górników i ponoć... pomagają pannom w rychłym znalezieniu męża; powiadają, że szybkie zamążpójście gwarantuje gorący pocałunek, jakim panna obdaruje jedną z brodatych postaci.” 
Najwyraźniej do istniejących już gnomów i krasnoludków kopalnianych dopisywano współcześnie „legendy”. Szczególne aktywny pod tym względem był pan Julian Majka, autor „Baśni i legend górników wielickich” rzekomo spisujący opowieści kolegów pracujących pod ziemią i wydobywających sól. W rozdziale pod znaczącym tytułem „Krasnoludki są w kopalni” autor przytacza opowieść o Wojtku opiekującym się kopalnianymi końmi, któremu krasnoludki pomogły pokazując mu podziemne źródło słodkiej wody. Podaje także zasłyszane przykłady krasnoludkowych psot czynionych górnikom. „Pojawiające się w nich [opowieściach] krasnoludki nie były nigdy złośliwe. Bywało, owszem, że robiły górnikom psikusy, wyciągając np. knot z lampy lub odnosząc gdzieś na bok narzędzie akurat w danej chwili potrzebne. Najczęściej jednak pomagały odnaleźć coś zagubionego w ciemnościach kopalni, przestrzegały przed grożącym niebezpieczeństwem, zatykały iłem szczeliny, którymi woda usiłowała przedostać się do wyrobisk, a jeśli kogoś polubiły, to pracowały za niego, kiedy pragnął się przespać po „zarwanej” nocy”. Julian Majka wprowadził też własną nazwę kopalnianych krasnoludków: „Solilubki”.
Kierunek wyznaczony przez J. Majkę kontynuuje Alicja Jarosława Kolanowska w zbiorze wierszyków „Krasnoludki kopalniane i gawędy wierszowane. Baśniowy przewodnik turystyczny wielickiej kopalni soli”. Niestety, w tym wydawnictwie nie ma już nawet prób nawiązania do wierzeń górniczych. Wydawnictwo pełne jest dziwacznych pomysłów. Spotykamy w nim m.in. podziemny ogród, zakład Pana Golibrody („Tutaj dzielne krasnoludki strzygą bródki - w pół minutki!”), bar mistrza Solisława, piekarnia krasnoludków („Krasnoludek zawsze w nocy wielki bochen chleba toczy”). Jak wyglądają Solilubki wg. pani Kolanowskiej? „Tym się różnią od krasnali kopalniane małe skrzaty, że kubraczki noszą w kratę lub kaftany z miękkiej waty.” „Krasnoludki - Solilubki mają małe solne kubki, noszą długie, srebrne brody i kaptury według mody”.
Nowe wielickie legendy nadal są tworzone. W publikacji wydanej w 2008 r. „Legendy Wieliczki” Zbigniew Iwański przytacza opowieść „O Białej Pani”, gdzie córka Skarbnika występuje w otoczeniu pomocników – skrzatów, którzy ciężko pracują aby utrzymać pokłady soli tam, gdzie je rozmieścił Skarbnik. Skrzaty pomagały Stachowi – ukochanemu Białej Pani – a później już z „z przyzwyczajenia” pomagały górnikom, wyręczając ich w pracy gdy ci odpoczywali, zabezpieczając wyrobiska i chroniąc ich przed niebezpieczeństwami.

SOLILUDKI
Postaci Świętej Kingi i Skarbnika często pojawiały sie na trasie turystycznej w wielickiej kopalni soli, stanowiąc dodatkową atrakcję dla turystów. Ale zachowały sie też dowody, że czasami towarzyszyły im krasnoludki ( w typie znanym z animacji Disneya). Skarbnika i towarzyszące mu krasnoludki można było spotkać pod ziemią m.in. w 1996 r.
Te nieśmiałe początkowo pomysły miały później uzyskać formę dojrzałą i dopracowaną pod względem marketingowym, specjalnej oferty dla dzieci - „produktu turystycznego”. „Solilandia” jest to świat wykreowany przez Beatę Kołodziej na zlecenie Trasy Turystycznej Kopalni Soli Wieliczka. Pod względem plastycznym świat Solilandii opracowali: Jacek Pasternak i Jacek Socha. Solilandię – podziemną krainę zamieszkują Soliludki – skrzaty, które przed wiekami opuściły powierzchnię ziemi, aby zbudować swoje podziemne królestwo. Wielickie skrzaty nauczyły się wydobywać sól. Zaczęły wymieniać ją z krewnymi żyjącymi na powierzchni ziemi – na mleko, miód, owoce i zboża. Królem Soliludków jest Skarbnik. Krainę zamieszkują także Solizaury –żyjące pod ziemią gady, wrogie wobec skrzatów i ludzi (m.in. smok wawelski) oraz solonie (solizaury wyhodowane przez skrzaty) - mniejsze, łagodne, silne i posłuszne. Świat zapewne barwny i ciekawy, tyle że nie mający wiele wspólnego z historią, tradycją i legendami wielickiej kopalni soli. 
Zasadniczą częścią oferty proponowanej przez Trasę Turystyczną Kopalnia Soli Wieliczka były cieszące się dużą popularnością zajęcia dla dzieci i opiekunów prowadzone w podziemnych wyrobiskach pt. „Odkrywamy Solilandię”. „Produkt turystyczny” dopracowano pod kątem różnorodnych oczekiwań klientów. Wydano wiele książek[1], ulotek, widokówek, wyprodukowano drewniane i pluszowe zabawki (solonie, Soliludki), podkoszulki z motywami Solilandii. Powstały także: piosenka, teledysk i filmik o Solilandii oraz specjalna strona internetowa. Ponadto planowane jest wyprodukowanie filmu animowanego w technice 3D. W restauracji proponowane jest „Menu Małego Smakosza” z „zupą Soliludka”, „przysmakiem Skarbnika”, „specjalnością wielickich skrzatów” i „smakołykiem z krainy Solilandii”.
 
PAMIĄTKI Z WIELICZKI
Na zakończenie chciałbym podzielić się jeszcze jedną obserwacją. Zadziwiające jest, jak wiele pamiątek z Wieliczki sprzedawanych w sklepikach pod ziemią i na powierzchni, zwłaszcza tych najtańszych, przybiera postać krasnali! Posiadają one różne kształty i kolory, wykonywane są z gipsu, plastiku i innych mas syntetycznych. Często towarzyszy im napis „Wieliczka” i bryłka białej lub czerwonej soli (z kopalni w Kłodawie). To nie może być przypadek - takie „pamiątki” zapewne bardzo dobrze „się sprzedają




oprac. Marek Skubisz