400 lat klasztoru Franciszkanów w Wieliczce. Nowa wystawa na Zamku Żupnym (10.07.2025r.)
Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka od lat stara się przybliżać ważne wydarzenia z życia górniczego miasta. Tak jest i tym razem. Okazją do zaprezentowania na Zamku Żupnym wystawy „400 lat klasztoru Franciszkanów w Wieliczce” jest jubileusz zakonu, którego historia silnie wiąże się z losami mieszkańców Wieliczki.
Historia klasztoru sięga XVII wieku, kiedy to franciszkanie przybyli, do Wieliczki, by duchowo służyć miejscowej społeczności. Był to czas bardzo trudny dla solnego miasta. Przyczyniły się do tego kataklizmy: trzęsienia ziemi, pożary i epidemie, a także spadek dochodów, kradzieże soli i do tego narastające konflikty religijne katolików z arianami. W tej trudnej sytuacji radni z burmistrzem postanowili wezwać na pomoc nową w ówczesnej Polsce wspólnotę braci mniejszych, zwanych reformatami. Pomysł ten zyskał poparcie zarządu żupy, biskupów krakowskich, a także króla Zygmunta III Wazy. Bracia na miejskich gruntach wznieśli drewnianą kaplicę i niewielki dom klasztorny, a fundusze na ten cel z żupy solnej miał przekazać monarcha.
Skoro wszystko zaczęło się od Zygmunta III Wazy, od jego portretu rozpocznie się zwiedzanie nowej, muzealnej ekspozycji. W tej części wystawy znajdą też stare kroniki, księgi, mapy i dokumenty, w tym potwierdzenie fundacji z 1641 r., wystawione przez króla Władysława IV. Tu też będą też obrazy i zdjęcia przestawiające klasztor na przestrzeni wieków autorstwa m.in. Henryka Uziembło, Kazimierza Podobińskiego, Ferdynanda Olesińskiego, Stefana Chmiela, a także fotografie m.in. Henryka Hermanowicza.
Jedna z sal poświęcona zostanie zakonnikom. Zawisną w niej portrety o. Mansweta Aulicha, misjonarza w XIX w. w Mołdawii, Turcji i na Bliskim Wschodzie, o. Prospera Burzyńskiego, reformaty, a później biskupa sandomierskiego oraz wizerunek Joachima Maciejczyka, gwardiana wielickiego namalowany przez Ferdynanda Olesińskiego pod koniec XIX wieku.
- Większość obrazów, które prezentowane będą na wystawie na co dzień jest niedostępna. Zabytki te znajdują się bowiem za klauzurą, czyli w części klasztoru przeznaczonej tylko dla zakonników . Tymczasem w naszym muzeum można będzie je zobaczyć dobrze wyeksponowane, oświetlone i podpisane – mówi Marek Skubisz, kurator wystawy w Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka.
Wśród ważnych świętych i błogosławionych dla historii zakonu, nie zabraknie pamiątek związanych z bł. Alojzym Kosibą, sługą bożym zwanym „świętym jałmużnikiem”. Ten apostoł dobroci i ubogich przez niemal całe życie zakonne związany był z Wieliczką i okolicznymi miejscowościami. Na wystawie zawiśnie jego portret, będą też sceny z życia namalowane przez Stefana Chmiela, a także pamiątki Alojzego Kosiby, w tym: różaniec, modlitewnik, sandały, czy narzędzia szewskie.
W wielickim klasztorze zachowały się naczynia i szaty liturgiczne i one też będą prezentowane na Zamku Żupnym. Relikwiarze, kielichy i monstrancje wykonano m.in. z drewna, miedzi i mosiądzu. Wśród szat liturgicznych szczególnie interesujące są dwa ornaty wykonane z pasów kontuszowych oraz jeden – z tkaniny buczackiej. Takie skromne wyposażenie kościoła pozostaje w duchu reformackich zaleceń zachowywania „Świętego Ubóstwa”. Uchwała kapituły prowincjalnej, obradującej w Zakliczynie w 1623 r. wykluczała bowiem złoto, srebro i jedwab w odniesieniu do szat i sprzętów liturgicznych. Zgodnie z ideą ubóstwa w kościele nie było ozdób architektonicznych, a z zewnątrz budynek był tylko otynkowany. Kościół klasztorny przez stulecia nie miał też dekoracji malarskiej.
Zgromadzone na wystawie zabytki niosą klimat surowego życia klasztornego, przepełnionego prostymi pracami i modlitwami. Przenoszą oglądającego w świat na co dzień niedostępny, bo zamknięty za zakonnymi murami. Wystawa, która prezentowana będzie od 18.07 - 19.10.2025 roku, odrywa od codzienności i sprzyja duchowej kontemplacji. Współorganizatorem wystawy jest Kopalnia Soli „Wieliczka”.
(MSJ) Fot. Dariusz Kołakowski
Wywiad: Zamek Żupny w Wieliczce zmienia swoje oblicze i otwiera się dla szerszej publiczności (27.05.2025r.)
O ogromnej inwestycji na Zamku Żupnym w Wieliczce, przeprowadzce muzealników do nowej siedziby i wystawie, która pokaże, jak przez ponad siedem wieków z powodzeniem zarządzano solnym przedsiębiorstwem, rozmawiamy z Janem Godłowskim, dyrektorem Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka.
Przeprowadzka pracowników z Zamku Żupnego do nowego budynku przy ul. Daniłowicza to ważna data w historii Muzeum Żup Krakowskich. Cieszy to Pana, że zamek, który figuruje od ponad dekady na liście światowego dziedzictwa UNESCO, teraz już cały zostanie udostępniony publiczności?
Tak, to wielka radość, bo realizujemy pomysł, by z oferty zamku mogli korzystać w szerszym zakresie zarówno mieszkańcy Wieliczki, jak i turyści.
Taki plan mieli też Pana poprzednicy.
Tak, dostrzegali potrzebę zwiększenia powierzchni wystawienniczej muzeum.
Pan ten pomysł realizuje.
To prawda, ale musimy pamiętać, że muzeum powstało w latach 50. przede wszystkim w celu ratowania i ochrony zabytkowej części kopalni soli. Te działania zaowocowały wpisem Kopalni Soli „Wieliczka” na listę UNESCO. Moi poprzednicy byli więc skoncentrowani na zabezpieczeniu dziedzictwa górniczego. W tym celu na trzecim poziomie kopalni stworzona została podziemna ekspozycja muzealna z unikalną w swojej wielkości kolekcją maszyn wyciągowych: drewnianych kieratów oraz maszyn do transportu pionowego i poziomego. To najcenniejszy zbiór, który posiada Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka.
W podziemiach kopalni soli nie ma jednak całej opowieści o historii przedsiębiorstwa. Jej dopełnieniem jest zamek, z którego przez ponad 700 lat z powodzeniem zarządzano kopalnią. Potencjału tego obiektu nie dostrzegano?
Muzeum pozyskało zamek dopiero w połowie lat 70., a udostępniło 10 lat później. Wcześniej były w nim przychodnia, przedszkole i dom kultury. Po remoncie do jego północnej części przeniesione zostały pracownie i biura muzeum, zaś powierzchnia wystawiennicza znalazła swe miejsce w Zamku Środkowym, na zaledwie 400 metrach kwadratowych. Była tam skromna ekspozycja solniczek, kilkadziesiąt eksponatów archeologicznych oraz niewielka sala na wystawy czasowe.
Można było mieć wrażenie, że to nie muzeum, a izba pamięci?
W pewnym sensie tak. Gdy zdecydowałem się ubiegać o fotel dyrektora muzeum, dostrzegłem, że ten obiekt nie jest w pełni wykorzystywany. Zamek był zamknięty, za kratami, przez to ruch turystyczny niewielki.
Mimo milionów gości odwiedzających kopalnię soli w Wieliczce?
Tak. A przecież turyści po zwiedzeniu kopalni mogliby u nas poznać historię funkcjonowania przedsiębiorstwa górniczego – Żup Krakowskich. Nie ma w dziejach naszego kraju drugiej takiej firmy, która działała nieprzerwanie przez ponad siedem wieków. To też ewenement na skalę europejską. Jest więc o czym opowiadać.
Trzeba jednak robić to ciekawie i mieć ku temu odpowiednie narzędzia oraz warunki.
Zgadza się. Gdy więc już objąłem funkcję dyrektora, okazało się, że muzealnicy myślą podobnie i chcą opuścić zamek, by w przyszłości mogły powstać w nim sale wystawowe. Zaczęliśmy się rozglądać za nową siedzibą dla pracowników muzeum.
Wybór padł na piękny, sąsiadujący z kopalnią, XIX-wieczny budynek przy ul. Daniłowicza.
Pomysły były różne, ale w pewnym momencie stało się oczywiste, że właśnie ten obiekt trzeba kupić. Miejsce za murem kopalni jest przecież dla nas strategiczne. Kiedyś ten budynek był własnością żony wielickiego burmistrza, potem mieściła się w nim siedziba sądu grodzkiego, po wojnie funkcjonowała tu szkoła górnicza, a następnie ośrodek kultury i centrum pomocy rodzinie. Gdy nadarzyła się okazja, złożyliśmy ofertę kupna. W 2017 roku doszło do transakcji. Zapłaciliśmy pieniędzmi pochodzącymi z naszych oszczędności oraz dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Pieniądze trzeba było wydać nie tylko na zakup budynku, ale też na jego remont?
To prawda, bo nowy nabytek został bowiem nie tylko wyremontowany, ale też rozbudowany o dodatkowe skrzydło, które stylem nawiązuje do stojącego obok historycznego budynku. Miejsce między skrzydłami też trzeba było zagospodarować, więc powstała tam sala konferencyjna ze świetlikiem, na wzór dawnych pracowni malarskich. Dziś powierzchnia użytkowa całego kompleksu wynosi nieco ponad 1200 metrów kwadratowych, czyli dwa razy więcej niż pierwotnie zakupiony przez muzeum budynek. Na dwóch poziomach mieszczą się przestronne sale dla pracowników działów: historii i kultury materialnej górnictwa, geologicznego, historii sztuki i etnografii. Są też pracownie konserwatorskie, biura, biblioteka oraz nowoczesne archiwum, bowiem przechowywanie zbiorów wymaga odpowiednich warunków klimatycznych.
Muzealnicy mają więc wielki powód do radości.
Tak, bo zdecydowanie zmienią się ich warunki pracy. Dotychczasowe pracownie, archiwa i magazyny często pozostawiały wiele do życzenia. Teraz będzie inaczej. Właśnie trwa przeprowadzka.
Będzie też amfiteatr. Skąd ten pomysł?
Stało się to niejako przez przypadek. Po wybraniu ziemi trzeba było zabezpieczyć zbocze od strony szybu Daniłowicza, bo zaczęła stamtąd wypływać woda. Powstało więc zagrożenie osunięcia się ziemi na wykopy, które przygotowano pod piwnicę nowego skrzydła budynku. Tak w naturalny sposób powstał amfiteatr, który po zabezpieczeniu palowaniem i betonową konstrukcją przeznaczony zostanie na wystawy, koncerty i zajęcia edukacyjne. To będzie też miejsce odpoczynku dla turystów oczekujących na zjazd do kopalni.
Muzeum zakończyło remont nowego budynku przy ul. Daniłowicza. Wcześniej dobiegła też końca modernizacja północnej części Zamku Żupnego.
Za nami modernizacja północnego skrzydła, która kosztowała ponad 36 mln zł. Ta część zamku została już wyposażona w windę dla osób z niepełnosprawnościami, monitoring, zabezpieczenia antywłamaniowe i przeciwpożarowe o wysokim standardzie oraz nowy węzeł sanitarny. Na parterze mieścić się będzie wystawa stała, a na piętrze wystawy czasowe. Kolejną część górnego poziomu zajmie nowa ekspozycja kolekcji solniczek.
Dzięki tej inwestycji muzeum zaczęło pozyskiwać na wystawy czasowe zabytki wysokiej klasy, wymagające odpowiedniego eksponowania i przechowywania.
Staliśmy się wiarygodnym partnerem dla innych muzeów, ponieważ wypożyczane nam zbiory przechowujemy w odpowiednich warunkach. Monitorujemy temperaturę czy wilgotność powietrza, a raporty przesyłamy do tych instytucji, które są właścicielami eksponatów. W odnowionych salach gościła wystawa „Jaki znak Twój?”, której eksponaty pochodziły m.in. z Zamku Królewskiego na Wawelu, Muzeum Narodowego w Krakowie i Muzeum Narodowego w Warszawie.
Wspomniał Pan o nowej wystawie „Solny klejnot w koronie”. Co będzie jej treścią?
Ta wystawa pokaże historię solnego przedsiębiorstwa od połowy XIII wieku po rok 1996, kiedy w Wieliczce zakończono wydobywanie soli na skalę przemysłową. Będzie to także opowieść o właścicielach Żup Krakowskich, królach i książętach, rozpoczynając od założyciela przedsiębiorstwa – księcia Bolesława Wstydliwego, poprzez króla Kazimierza Wielkiego, po zarządzających w ich imieniu żupników i dyrektorów.
Jak zaaranżowane zostaną pozostałe części zamku?
W Zamku Środkowym powstanie ekspozycja poświęcona zarządowi żup solnych, zaś w Zamku Południowym będą prowadzone zajęcia edukacyjne. W obu budynkach pojawi się winda dla osób z niepełnosprawnościami oraz przebudowana zostanie klatka schodowa. Zagospodarowana będzie też podziemna przewiązka, która połączy Zamek Północny i Zamek Środkowy bez konieczności wychodzenia na zewnątrz. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to zamek w nowej odsłonie zostanie udostępniony publiczności w 2028 roku. Po zakończeniu wszystkich prac powierzchnia wystawiennicza w muzeum powiększy się do 1470 metrów kwadratowych.
Rozmawiała: Magdalena Strzebońska-Jasińska
Pracownicy muzeum opuszczają Zamek Żupny. To jednak nie koniec ogromnej inwestycji w Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
(7.05.2025) W historii Zamku Żupnego w Wieliczce dopisany został właśnie kolejny rozdział. Dobiega końca przeprowadzka pracowników, którzy zamek zamieniają na dawny budynek sądu grodzkiego.Tym samym kończy się kolejny etap ogromnej inwestycji, której efektem ma być udostępnienie turystom prawie cztery razy większej powierzchni wystawienniczej.
Dzieje Zamku Żupnego, który przez wieki był centrum solnego przedsiębiorstwa, sięgają XIII w. Po wojnie działała tam wielicka przychodnia, a w latach 80. XX w. budynek stał się siedzibą Muzeum Żup Krakowskich. Powstały w nim pracownie i biura. Zbiory oraz wystawy czasowe prezentowane były tylko w środkowej, najstarszej części zamku. Co jakiś czas pojawiały się więc głosy, że również pozostałe części Zamku Żupnego powinny być w całości udostępnione zwiedzającym. To łączyło się jednak z koniecznością zakupu nowego budynku dla administracji muzealnej. Przez lata potencjał tego zamku nie był wykorzystywany.
Fakt, że w dużej części obiekt zamknięto dla zwiedzających, ukryto za kratami, miał wpływ na niewielki ruch turystyczny – mówi dyr. Jan Godłowski. - Gdy objąłem stanowisko dyrektora okazało się, że pracownicy, podobnie jak ja, chcą to zmienić. Zaczęliśmy więc rozglądać się za nowym budynkiem, który mógłby pomieścić m.in. pracownie, biura, bibliotekę i archiwum naszego muzeum. Wybór padł na XIX-wieczny budynek przy ul. Daniłowicza 12, który sąsiaduje z kopalnią. Dyrektor Jan Godłowski w 2017 r. doprowadził do zakupu tego obiektu, na co wydanych zostało ponad 6 mln zł. Budynek wymagał jednak gruntownego remontu i przebudowy. Dzięki dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego mógł rozpocząć się pierwszy etap modernizacji zamku, który kosztował ponad 36 mln zł. Jak mówi dyr. Godłowski, dzięki tej inwestycji muzeum zaczęło pozyskiwać na wystawy zabytki wysokiej klasy, wymagające odpowiedniego eksponowania i przechowywania. Na parterze zamku powstanie wystawa stała „Solny klejnot w koronie”, która będzie przedstawiać siedmiowiekową historię solnego przedsiębiorstwa. (MSJ)
Wywiad: Kolekcjonowanie to styl życia. Wszystkim wstęp otwarty (12.03.2025r.)
Wywiad: Kolek
Wystawa naszego zbioru w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce będzie różnorodna i kolorowa. Z wieloma przedmiotami łączą się ciekawe historie, które warto poznać - mówią Anna i Paweł Maciukiewiczowie, krakowscy kolekcjonerzy, z którymi rozmawiamy o miłości do starych przedmiotów.
Zabytkowe meble, obrazy, oryginalna porcelana tworzą klimat domu. Dzięki nim wnętrza stają się niepowtarzalne. Od czego zacząć kolekcjonowanie?
Wybierajmy to, co nam się podoba. Nie patrzmy, czy coś jest modne, albo czy to dobry interes. Jeśli przedmiot nas urzekł i chcemy go mieć w swoim otoczeniu, to go kupmy i wstawmy do wnętrza. Na naszej wystawie „Cunctis patet ingressus” - wszystkim wstęp otwarty, prezentowanej w wielickim muzeum od 14 marca pokazujemy cenne, unikalne pamiątki, ale też rzeczy, które można znaleźć na targach staroci za przysłowiowe grosze. Wychodzimy z założenia, że cieszyć powinny przedmioty wszelkie.
A wiedza na temat ich pochodzenia nie jest nam potrzebna?
Jest, ale nie w pierwszej chwili. Na początku ważny jest walor estetyczny. Poznawaniem historii, zajmiemy się w kolejnym etapie, kiedy już nabyliśmy stary przedmiot. Wówczas poszukajmy informacji, kiedy powstał, kto jest jego twórcą, w jakim otoczeniu ten człowiek obracał się, kim byli jego najbliżsi. Jeśli zagłębimy się w szczegóły, to po pierwszym zakupie myślimy już o następnym, bo kolekcjonowanie porywa jak rzeka.
Czy zbieranie starych pamiątek jest dziś popularne?
Przykro to mówić, ale nie. Kolekcjonerstwo było modne w czasach PRL. Wynikało to z prostej przyczyny. Większość rzeczy wykonywano wówczas masowo i byle jak, więc posiadanie czegoś starego, wartościowego stało się pewnym finansowym zabezpieczeniem. Wiekowe meble stanowiły wartość, bo zachwycały nie tylko swym pięknem, ale też trwałością i użytecznością. O takie przedmioty właściciele dbali, szanowali je, więc przetrwały lata. Trafiały na rynek kolekcjonerski, a ponieważ był na nie popyt to łatwo można było je sprzedać, kupić, czy wymienić się nimi. Dziś to wszystko padło.
Dlaczego?
Nastały takie czasy, kiedy to zakupione przez nas meble, porcelana czy inne stare przedmioty zapewne nie będą mieć w przyszłości wielkiej wartości. Nie mówimy oczywiście o rzeczach najwyższej klasy, czy tych z unikalną proweniencją.
Gdzie dziś kolekcjonerzy lokują pieniądze?
Kupują obrazy i monety. Problem jednak w tym, że monety chowają zazwyczaj w skarbcu, a obrazów często nie wieszają na ścianach, bo ich zbieranie nie wiąże się z potrzebą posiadania czegoś pięknego, z czym się można utożsamiać, tylko jest to czysta tezauryzacja.
Państwo jednak mają potrzebę zbierania starych, unikalnych przedmiotów. Kiedy narodziła się ta pasja?
Nasza kolekcja jest składową ciekawości, a także różnych zdarzeń i impulsów. Zanim poznałam męża chodziłam na targi antyków, giełdy staroci, żeby zdobyć coś wyjątkowego. Z kolei u męża pasja zaczęła się wcześniej, w rodzinnym dworze w Fałkowicach koło Gdowa. Dzięki temu, że ten dom przetrwał wojnę, a potem nie został skonfiskowany, zachowały się meble, wyposażenie, pamiątki, czyli ta tkanka historyczna. Gdy przyjeżdżałem na wakacje, przesiąkłem atmosferą tego miejsca, zapuszczałem się w zakamarki, myszkowałem i wyciągałem różne ciekawe przedmioty. Tak było z mundurem mojego dziadka z czasów monarchii austro-węgierskiej. Znalazłem go na strychu w zakurzonym kufrze. Wtedy też zacząłem interesować się historią. Z czasem zaowocowało to pasją kolekcjonerską, studiami historycznymi, oraz pracą zawodową, która polegała na prowadzeniu przez trzy dekady antykwariatu z militariami w Krakowie.
Państwa kolekcja powstawała latami. Jest tak ciekawa, że zgodziło się ją zaprezentować wielickie muzeum. Gdzie szukaliście wartościowych przedmiotów?
Tych miejsc było sporo. Przez lata podróżowaliśmy po Polsce i świecie. Planując wakacje sprawdzaliśmy, czy w pobliżu miejsca wypoczynku będą giełdy czy antykwariaty. Przez nasze ręce przewinęło się tysiące rzeczy. Ale poszukiwanie to nie tylko wyjazdy. Wielkim sentymentem darzymy znaleziska bliskie, lokalne i jeśli coś takiego interesującego się trafiało, to chętnie taki przedmiot zostawialiśmy sobie. W kolekcjonerstwie, jak i w życiu, czasem rządzi przypadek. Kiedy pewnego razu kupowaliśmy talerz do kolekcji majoliki, musieliśmy nabyć cały karton z różnościami, znajdował się w nim również piękny perski materiał z okresu dynastii Safawidów. Ostatecznie okazało się, że to nie talerz, a tkanina były najcenniejszym nabytkiem w tym zakupie. W ten sposób zaczęła się fascynacja tkaninami Wschodu, bliższego i dalszego.
Oprócz poszukiwań na giełdach staroci, targach antyków, aukcjach internetowych zajmowałem się też sprzedażą rzeczy z krakowskich domów, które były zbywane po śmierci właścicieli. Tak na przykład trafił do nas stolik kawowy pułk. Władysława Beliny-Prażmowskiego. Po śmierci jego siostry nabyliśmy go wraz dwoma kilimami i kilkoma drobiazgami. Z kolei metalowy pas, który należał do Juliusza Kossaka, jego córka Gloria sprzedała jednemu z krakowskich kolekcjonerów wraz z rodzinną zbroją husarską. Potem zbroja przywędrowała do nas. Po wielu latach, z uwagi na fakt, że zainteresowało się nią Muzeum Historii Polski, zdecydowaliśmy się z nią rozstać, pozostawiając sobie cenny pas.
Z tymi wiekowymi przedmiotami wiążą się historie ich właścicieli. Czy są one ważne dla kolekcjonerów?
Tak, proweniencja czasem jest dla nas znacznie ważniejsza niż sam przedmiot. Na przykład bagnet, który był własnością reżysera „Krzyżaków” Aleksandra Forda dostałem od ciotki, która pracowała przy jego filmach, jako scenograf. Sam bagnet nie stanowi dużej wartości. Staje się jednak cenny, bo ma wyjątkową historię, która do nas przemawia. Podobnie było z czerwonym czakiem z czasów monarchii austro-węgierskiej. Takie nakrycia głowy dziś można kupić w Austrii i w Niemczech. Jednak to prezentowane na wystawie w wielickim Zamku Żupnym jest wyjątkowe, bo należało do rotmistrza Jana Jędrzejowicza, wybitnego znawcę militariów. Pochodzenie nadaje przedmiotom dodatkową wartość, bo opowieści, które za nim się kryją są najciekawsze.
Jak sprawdza się, że są one autentyczne?
Do tego potrzebne już jest większe doświadczenie. Im więcej rzeczy przechodzi nam przez ręce, tym więcej wiedzy o nich uzyskujemy. Takie informacje znaleźć możemy oglądając zbiory muzealne, czytając odpowiednią literaturę, czy poszukując ich w Internecie. Tylko mając już pewną praktykę możemy stwierdzić autentyczność przedmiotu lub jego historii.
Gdy przybywa nam lat i więcej wiemy o historii, dostrzegamy potrzebę otaczania się przedmiotami unikatowymi?
Nie wszyscy. W dzisiejszych czasach coraz mniej ludzi odczuwa potrzebę posiadania czegoś z duszą. Teraz rządzą kolory i wzornictwo, które popularyzuje prasa i Internet. Czytelnicy podpatrują w mediach społecznościowych jak ktoś ma urządzone mieszkanie i okazuje się, że wielu z nich chce mieć tak samo. Niedawno pojawiła się moda na kolekcjonowanie przedmiotów z czasów PRL, wcześniej na Art déco, ale generalnie nie ma dużego zainteresowania starszymi przedmiotami.
Klimat Państwa domu przeniesie się na trzy miesiące do wnętrz Zamku Żupnego w Wieliczce. Czy obecnie obserwuje się trend, by zbiory kolekcjonerskie prezentować w muzeach?
Nie jest to popularne, bo nie wszyscy chcą pokazywać, co mają w swoich domach. My jednak podjęliśmy decyzję o udostępnieniu naszej kolekcji szerszej publiczności. Wystawa będzie różnorodna i kolorowa. Z wieloma przedmiotami łączą się ciekawe historie, które warto poznać.
Czy w przyszłości zamierzają Państwo udostępniać dwór w Fałkowicach zwiedzającym?
Tak, chcielibyśmy pokazać zarówno dom od środka jak i jego otoczenie wraz z parkiem. Nie jest jednak to takie proste. Wymaga pewnych działań. Od lat siłami całej rodziny prowadzimy renowacje dworu i parku.
Kiedy dwór będzie gotowy do podjęcia pierwszych gości?
Myślimy, że niebawem, ale dokładnej daty jeszcze nie znamy. Jesteśmy na etapie końca prac remontowych. Sugerowano nam niedawno, byśmy wzięli udział w Dniach Dziedzictwa Kulturowego Małopolski, ale prawdopodobnie jeszcze w tym roku nie skorzystamy z tego zaproszenia.
Może dzięki pokazywaniu zbiorów szerszej publiczności Państwa pasja, styl życia i poczucie estetyki staną się dla innych impulsem, by stworzyć sobie taki bezpieczny azyl?
Na to liczymy, bo pasja to wartość dodana do szarej egzystencji. W większości przypadków poszukiwanie nowych nabytków wiąże się z poświęceniem czasu, pewnym stylem życia, chodzeniem na giełdę staroci, wyjazdami krajowymi i zagranicznymi. Wychodzimy jednak z założenia, że jeśli są chęci, to ten czas się znajdzie. Każda pasja jest cenna, bo to odskocznia od codzienności, od rutyny. Ona daje też poczucie bezpieczeństwa, bo człowiek mając ją czuje się, jak w innym świecie.
Rozmawiała: Magdalena Strzebońska-Jasińska
X
pliki cookies
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
Istnieje możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień przeglądarki.