Fotografik, wizjoner społecznik i pedagog. Urodził się w 1902 roku w Trzebionce, zmarł w 1975 roku w Wieliczce. Jego ogromne zaangażowanie i pasja doprowadziły do uratowania wielu zabytków Kopalni Soli oraz do utworzenia Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka.
Trudne początki: eksploracja głębin kopalni
…przerażony tym, co spostrzegłem, postanowiłem dopomóc w odratowaniu bezcennego zabytku. (…) Zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie trud niemały. Nie miałem żadnych funduszów, całym moim kapitałem były własne ręce i dużo dobrych chęci. Do pracy zabrałem się jednak z pasją. (...) Wspólnym wysiłkiem z podziemnego labiryntu zawalisk, czeluści i prawiecznych zrębów, wydzieraliśmy pradawne, porzucone lub zapomniane narzędzia pracy, dziwaczne machiny i urządzenia sprzed wieków. Gromadziliśmy je skrzętnie w podziemnej komorze. – wspominał parę lat później.
Odzyskane w ten sposób eksponaty stały się zalążkiem wielickiego Muzeum i już 2 grudnia 1951 roku zostały wystawione na niewielkiej ekspozycji w Komorze Warszawa. Proces powstawania tej kolekcji nie zawsze spotykał się ze zrozumieniem otoczenia – jak wspominał jeden z wielickich górników:
Znalazłem raz na starej części kopalni płochę z lipowego łyka, w której nosiło się kruchy solne; była zasolona i ciężka. Pomyślałem, że to bezwartościowe, ale później z kolegami zaczęliśmy zastanawiać się, że może profesor to kupi. No to wzięliśmy we dwójkę marynarkę drelichową i tak na drążku wynieśliśmy na górę. Na drugi dzień profesor przyszedł i pyta, co nowego. Pokazujemy mu, a on na to: o, jakie piękne, jakie śliczne! Myślę sobie – kawał szmaty i śliczne.
Nierzadko pozyskiwanie eksponatów bywało kosztowne – wymagało wszak środków na zakup przedmiotów oraz opłacenie uczestniczących w poszukiwaniach osób. Długosz postanowił zarabiać na ten cel wykorzystując swoje artystyczne uzdolnienia: malował obrazy na zamówienie. Wiele z nich utrzymane było w duchu socrealizmu, co ułatwiało pozyskanie nabywców wśród urzędów i instytucji państwowych; nie brakowało również zleceń na portrety prywatnych osób. Innym źródłem finansowych środków były nagrody w konkursach fotograficznych.
Niebezpieczna pasja fotografii
Tworząc muzeum kultury materialnej (…) doszedłem do zrozumienia, że fotografika jest dyscypliną sztuki najbardziej predestynowaną do zadokumentowania przemian zachodzących w (…) społeczeństwie i jego kulturze i że tylko ta dyscyplina jest zdolna do nadążenia za błyskawicznym tempem rozwoju techniki. Zrozumiałem, że dyscyplina ta jest jedynym środkiem dokumentalnego uchwycenia bieżącej chwili na gorąco.
Obok znacznej wartości dokumentalnej, fotografie autorstwa Długosza posiadają istotny walor artystyczny. Fotografik nie wahał się aranżować póz fotografowanych postaci, umiejętnie wykorzystywał również grę światłocienia i mocne kontrasty. Co warte odnotowania, część fotografii była wykonywana z narażeniem zdrowia i życia. Z racji braku instalacji elektrycznej, która umożliwiłaby oświetlenie części komór i korytarzy, Długosz wykorzystywał starą fotograficzną technikę: spalanie proszku błyskowego, zwanego też magnezją. Spalanie magnezji wywołuje bardzo jasny błysk, co wprawdzie umożliwia wykonanie efektownych fotografii, ale w specyficznych warunkach kopalni grozi również zapłonem metanu. Na szczęście do żadnego wypadku nie doszło, zaś Długosz mógł dalej rozwijać swoją fotograficzną pasję – m.in. tworząc w latach 60. dokumentację miasta Wieliczki.
Uratowane światowe dziedzictwo