historia
historia miasta

Wielickie manewry strażackie sprzed stu lat

Budynek wielickiej Ochotniczej Straży Ogniowej, fot. M. MiędzobrodzkiNiemal 140 lat temu, w 1872 r. zarejestrowano w Wieliczce Ochotniczą Straż Ogniową. Jednym z inicjatorów jej utworzenia był właściciel Apteki Salinarnej, filantrop i działacz społeczno-kulturalny, prezes Towarzystwa Śpiewaczego „Lutnia”, a także wiceburmistrz miasta Franciszek Bruno Miczyński. Do dzisiaj zachował się również – u zbiegu ulic Batorego i Limanowskiego – wzniesiony jego staraniem budynek dla wielickich strażaków. Równie silny związek z wielicką Strażą Ogniową miał syn Brunona Zygmunt Napoleon – magister farmacji i doktor filozofii, który po ojcu przejął Aptekę Salinarną. Ten niestrudzony społecznik, radny miejski i burmistrz Wieliczki, od 1894 r. pełnił funkcję naczelnika miejscowej Ochotniczej Straży Ogniowej, ponadto był także inspektorem Krajowego Związku Straży Pożarnych oraz prezesem Związku Słowiańskich Straży Pożarnych.

ManewryStrażacy pełniąc swoją służbę zobowiązani byli do nieustannego dbania o posiadany przez siebie sprzęt gaśniczy oraz kondycję fizyczną. Doskonałym sprawdzianem ich umiejętności były publicznie przeprowadzane manewry, podczas których mogli w pełni zaprezentować wieliczanom swoją sprawność bojową. W archiwaliach Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka zachował się niezwykle interesujący dokument opisujący takie wydarzenie, które miało miejsce w sobotę 29 września 1900 r. Dzień wcześniej Komenda Straży Ogniowej wydała ogłoszenie z informacją, iż w budynku Magistratu o godzinie 5 po południu odbędą się „ćwiczenia główne” straży ogniowej wielickiej i bieżanowskiej, na które to zapraszała zainteresowaną publiczność.

Tydzień wcześniej dowództwo straży drobiazgowo sformułowało cel ćwiczeń. Przyjęte wówczas założenie było następujące: Po południu powstaje ogień dachowy na dachu teatru. Zaalarmowana straż ogniowa ma zadanie po pierwsze wyratować ludzi z piętra za pomocą koca ratunkowego, po drugie nie dopuszczenie pożaru do części budynku gdzie znajdują się biura, kasa Magistratu oraz policya. W dalszym ciągu ma obronić od zapalenia sąsiednie budynki. N.B. wiatr zachodni na północny wschód. Na sporządzonym planie manewrów zaznaczony został budynek Magistratu, gdzie znajdowała się także sala teatralna, wraz z przylegającym do niego odwachem – budynkiem zajmowanym przez policję oraz posesjami znajdującymi się przy sąsiednich ulicach.

Naniesiono tam również stanowiska poszczególnych wozów strażackich i sikawek biorących udział w akcji gaśniczej. Zgodnie z wytycznymi od strony południowej – rejon dzisiejszych plant, a wówczas Placu Sobieskiego – do ścian Magistratu i siedziby policji miały być przystawione drabiny, z których strażacy „gasiliby” pożar zarówno Magistratu jak i teatru. Tam też znajdowało się stanowisko dowodzenia akcją. Od tej strony miały operować sikawka nr 1 i beczkowóz, zaś przy budynku policji sikawka bieżanowska nr 3 korzystająca ze zbiornika wodnego zlokalizowanego na dzisiejszych plantach (poniżej Zamku Żupnego), przy którym stała sikawka salinarna nr 5. Na prawo od stanowiska dowodzenia ustawiony był również wóz strażacki z „rekwizytami”, czyli pozostałym sprzętem mogącym zostać użytym podczas akcji.

Niemal naprzeciw wejścia do Magistratu (od strony zachodniej) ustawiona była sikawka nr 2 i beczkowóz, mające za zadanie gaszenie „palącego się” teatru i budynków przy obecnej ulicy Powstania Warszawskiego. Nieco dalej, u wylotu dzisiejszej ulicy Moniuszki, stała sikawka nr 4 skierowana w stronę siedziby policji i domów sąsiadujących z „płonącym” obiektem. Pokaz spotkał się z żywym zainteresowaniem mieszkańców miasta, co zapewne mogło skutkować hojniejszymi datkami na utrzymanie i doposażenie straży pożarnej.

Paweł Krokosz

This entry was posted in historia. Bookmark the permalink. Both comments and trackbacks are currently closed.
F